czwartek, 18 sierpnia 2016

Ile Ty masz bagaży!

Bartek nie lubi się nudzić. I nie nudzi się. Nie to, że gdyby mu się nudziło, posprzątałby w domu sam z siebie, nic tych rzeczy, ale wypełniłby czas jakimś interesującym ćwiczeniem. Na przykład rzucaniem kartą albo strzelaniem gumkami recepturkami (koło żadnej nie przejdzie obojętnie). Oczywiście gdyby akurat jego uwaga nie byłaby skierowana na jakiś projekt. Potrafi z nudów przyłączyć się do znienawidzonego zajęcia, bo nudy nie lubi bardziej. To musicie wiedzieć o Bartku.

Bartek z natury jest leniwy. Trochę się to kłóci z tym, że nie lubi nudy. Ale przecież może nic nie robić i akurat się nie nudzić, prawda? Przecież może sobie rozmyślać lub leniwie strzelać z tych gumek. Leżąc na kanapie. Nie lubi się chłopak męczyć i potrafi z góry ocenić, czy zajęcie może go zmęczyć, czy nie. Na przykład na propozycję przycięcia końskich kopyt (chyba próby?) odrzekł, że nie lubi się męczyć przy przycinaniu końskich kopyt.

Jakby się ich naprzycinał, że ho ho.

Bartek jest minimalistą. Do granic możliwości upraszcza swoje życie. Właściwie nie potrzebuje gadżetów ze sklepów, bo uważa, że zrobi sobie sam. Wiatrak, klimatyzator...Czasami jednak wypatrzy coś, co uważa za bardzo przydatne i czego brak doskwiera mu straszliwie. Dwa razy w życiu sam z siebie wydał kasę. Na czarne diody do projektu i kabelki.

Pobyt w IKEI , a właściwie bieg przez IKEĘ zaowocował zakupem dwóch drobnych umilaczy:


Bartek je wypatrzył i wrzucił do torby. Przecież się nie będzie męczył, jak dotąd, z zakładaniem butów. I poprzedni przyrząd do jajek nie miał podstawki i przez to mu krojenie nie wychodziło.
Bartek nie prosi o nic, więc kiedy poprosi o coś, wiadomo, że jest to coś naprawdę dla niego ważnego.
Zatem kupiliśmy łyżkę do butów i krajaczkę do jajek.

Bartek szybko się przyzwyczaja do nowych okoliczności. Z wyjątkiem tych cyklicznych czynności, które odrywają go od zajęć "wyższych". Mimo, że takie czynności jak mycie zębów i sobotnie sprzątanie nie powinny go zaskakiwać, zawsze możemy napotkać na "jeny". Ale... ale mimo tego uznaję, że przyzwyczaja się dość szybko.

 Kiedy przyjechaliśmy odebrać go z obozu w KJ CHRAPKA akurat odbywały się końcowe zawody (Bartek- najlepszy wynik, ponoć w siodle urodzony). Bartek szykował się do startu, ale zdążyłam jeszcze podsłuchać "od dziewięciu dni pada, zdążyłem się przyzwyczaić". Bartek był na obozie pierwszy raz sam. Bez naszego jakiekolwiek nadzoru. Dostarczyliśmy i odebraliśmy chłopaka. Żadnych telefonów, że coś jest nie tak. Mało tego, Bartek absolutnie nie chciał wracać do domu. Był gotowy prać skarpetki, byle zostać, ale nie było to możliwe. Opowiadał o koniach całą drogę, o tym jak trzeba uważać, żeby koń się czegoś nie wystraszył, żeby nie ugryzł innego konia, że nogi się koniom plączą i w ogóle to jak można się tak potykać? Bartek uwielbia zwierzęta i rozumie je bardziej niż ludzi. Taką potrzebę przytulenia rozpoznaje u naszej Leny bez trudu. Tak jak i to, że chce być wyczesana czy chce puszkę. Ale...

Kiedy dziewczynka zobaczyła Bartka gotowego do drogi, objuczonego bagażami, zagadnęła "Bartek, ile Ty masz bagaży!".

Na co Bartek odpowiedział: wszystkie.
Zawsze to coś innego niż tylko przyjęcie do wiadomości przy użyciu: acha.







sobota, 30 lipca 2016

Tydzień pracy, ŚDM i stoliczku nakryj się

Trudny tydzień za nami. Za mną - jako rodzica. Mąż wyjechał na Światowe Dni Młodzieży i wróci dopiero we wtorek. Ja- pracownik korporacji- pracować przecież muszę a gwarantowane 11 dni roboczych urlopu zaczynam dopiero 3 sierpnia. To trudny czas organizacyjnie. Chłopcy pozostawieni sami sobie w czasie, gdy ja w pracy.
Myślę o tym, że chyba nie każde dziecko z ZA można tak zostawić.
Był i u nas czas, że Bartkowe eksperymenty mogły spowodować wybuch bloku czy pożar. Ale Bartek dorośleje  i widzi już więcej niż swój eksperyment. Gdyby Bartkowi zabrać na stałe komputer, to możecie wierzyć, prędzej czy później doczekalibyście się newsów już z TV. Bo kiedy Bartek się nudzi... Ciężko nam wypośrodkować to wszystko: nie ograniczać zainteresować, naturalnego pędu do wiedzy a utknięcia w nierealnym świecie Pozwolić na śmielsze projekty i mieć na uwadze, że mimo zachowania przez niego wszystkich zasad bezpieczeńtwa, mogą  wymknąć się spod kontroli i będzie tragedia.

Było też tak, że zostawiliśmy chłopców i Bartek kopnął w szybę, ze złości, odreagował. Mógł odreagować na Kubie, worka treningowego nie przytwierdziliśmy i emocje poszły... Pozszywany przeżył, ale było o włos od tragedii. Jego zdrowy rozsądek uratował jego życie. Wystarczyło 10 minut.

To było jakiś czas temu... A teraz zostawiam chłopców do 17 i mam nadzieję, że będą spali jak najdłużej, by jak najmniej czasu byli na nogach. Chore to, bo zwykle budzimy śpiochów, ale w tych okolicznościach naprawdę wolę...

Co robią?

Wakacyjne, coroczne "czytanie do bólu" daje mi nadzieję na "spanie do bólu". Kuba jest rannym ptaszkiem a Bartek nie, więc bywa różnie z wstawaniem. Aktualnie chłopcy czytają Olimpijskich herosów. I jest dokładnie tak, że mogą przestać w każdej chwili, tylko doczytają do końca...;)

Chłopcy mają swoje zadania. Standardowo kuweta, śmieci, zmywarka. Do tego bliżej nieokreślone przez matkę "ogarnięcie okiem gospodarza". Dla podpowiedzi, bo weź tu podpowiedź nastolatkom, chłopakom, jak mają ogarniać? Zatem wytyczne są takie, bo spojrzeli i zadecydowali, co do czego nie pasuje, bo tak nie było po sobotnim sprzątaniu. I jakoś ogarniają coś tak niejasnego i niesprecyzowanego.

Ostatnio, gdy wyjechał Mąż, chłopcy odbyli przyspieszony kurs wstawania i robienia sobie śniadań do szkoły bez udziału rodzica. Teraz Bartek nauczył się składać ubrania przed pójściem spać. Nie,  nie jestem mistrzynią organizacji i porządku, ale oglądanie zmiętej kuli ubrań, to nie jest to, co tygryski lubią najbardziej :) Oprócz nudy Bartek nie lubi mojego gderania. Więc się nauczył, bo codzienne gderanie i wstawanie, by poprawić ubrania, które na drugi dzień wyglądałyby jak psu z d..., wykończyło go. Bartek jest leniowy, więc najlepiej gderanie działa, gdy już leży w łóżku, już jest błogo i przyjemnie, a matka tę zmiętą kulę zauważa...i trzeba wstać...

Ja wiem, że możecie mi zaraz zarzucić, jak wredną i nieodpowiedzialną matką jestem. Tresuję po prostu.
A ja uważam po prostu, że chowam innym kobietom mężów. I że sama zapierdzielam... I że rączki nikomu do tyłka nie przyrosły. I że jak się ma coś stać, to może się stać akurat w tej chwili, kiedy odwrócę głowę. A i jeszcze jestem zdania, że najlepszym sposobem na poprawienie relacji między chłopakami jest wyznaczenie im zadań, w których muszą współdziałać. Jak ta zmywarka chociażby, że kto pierwszy, ten wybiera piętro do opróżnienia...

Tak są u nas zasady, których przestrzegamy, zawsze tak było. Nie ma teraz punktów, ale pewne rzeczy są niezmienne. Niezmienne są też przywileje, jak te piątkowe kino do bólu. Tyle, że teraz oglądamy Marsjanina zamiast Simsala Grimm...

Chłopcy mają pod opieką kota babci. Muszą pojechać, nakarmić, kuwetę posprzątać. Jeżdzą na rowerze, szlifują stół, zbierają pranie z balkonu, gdy leje...Gdy trzeba zrobią sobie jajecznicę i podgrzeją obiad.
I są szczęśliwi bez tego oddechu matki na plecach.

Namawiają mnie teraz na Fabrykę pasji, bo mają tam lepszą szlifierkę niż ta, co w domu.

Kiedy zepsuł mi się włącznik światła i mimo włączenia światła, nic się nie działo, Bartek je naprawił. Rozmawialiśmy wcześniej, że ma wyłączyć prąd (ja mówiłam, on patrzył jakbym z choinki się urwała, że o oczywistościach mówię). Kiedy wróciłam z pracy już było naprawione. Wiem pierdoła, ale dzielę się, żebyście wiedzieli jak to teraz wygląda. Jak zmienia się rozkład sił w naszym domu. Jak z tego chłopca rośnie facet, który potrafi w chacie coś zrobić.

Na wakacje wyruszamy z środę. W okolicę Nidzicy, gdzieś na Mazurach :)